Witaj.
Skoro trafiłeś na Malachim, chciałbym najpierw opowiedzieć Ci kilka słów o sobie. Na tę chwilę jestem jedyną osobą tworzącą tę stronę. Każdy artykuł, każda myśl i każda refleksja powstają z mojego własnego doświadczenia oraz wieloletnich poszukiwań.
Od około czterech lat przechodzę drogę, którą wielu nazywa „przebudzeniem duchowym”. Nie przepadam za tym określeniem, bo łatwo je źle zrozumieć. Dla mnie nie chodzi o poczucie wyjątkowości ani o przekonanie, że poznałem wszystkie odpowiedzi. To raczej początek drogi – procesu poznawania siebie, Boga i otaczającego świata z zupełnie innej perspektywy.

Od dziecka szukałem Boga. Rozmawiałem z Nim, ale nigdy nie robiłem tego według gotowego schematu. Nie recytowałem wyuczonych modlitw. Po prostu mówiłem do Niego tak, jak rozmawia się z kimś bliskim. Często jednak miałem wrażenie, że On milczy. Zadawałem pytania i nie otrzymywałem odpowiedzi.
Jest jednak jedna modlitwa, którą pamiętam do dziś.
Bardzo często mówiłem:
„Boże, popatrz na ten świat moimi oczami.”
Patrzyłem na ludzi. Szczególnie na tych starszych, zmęczonych życiem, samotnych, niosących na swoich barkach ciężar, którego często nikt nie dostrzegał. Nie rozumiałem wtedy, dlaczego Bóg nie odpowiada na moją modlitwę.
Dzisiaj patrzę na to inaczej.
Zrozumiałem, że nie powinienem był prosić Boga, aby patrzył na świat moimi oczami.
Powinienem był powiedzieć:
„Boże, pozwól mi spojrzeć na świat Twoimi oczami.”
To jedno zdanie zmieniło moje spojrzenie na ludzi i na życie. Kiedy zaczynamy patrzeć na drugiego człowieka z większą miłością, cierpliwością i współczuciem, świat naprawdę przestaje wyglądać tak samo.
Najbardziej jednak zacząłem odczuwać obecność Boga wtedy, gdy moje życie rozsypało się na kawałki.
Przez wiele lat zmagałem się z lękami, nerwicą i stanami depresyjnymi. Bywały dni, kiedy prawie nie spałem. Natłok myśli był tak ogromny, że nie potrafiłem znaleźć chwili spokoju. Czułem się całkowicie bezradny.
Po kilku takich nocach w końcu zasnąłem.
Tamtej nocy miałem kilka niezwykle wyraźnych snów. Jednego z nich nigdy nie zapomnę.
Usłyszałem głos. Nie potrafię wyjaśnić, skąd wiedziałem, ale odebrałem go jako głos Boga.
Usłyszałem jedno zdanie:
„Chcę, abyś miał jeszcze syna.”
Kilka miesięcy później urodził się mój syn.
Nie oczekuję, że każdy zinterpretuje to tak samo jak ja. Dla jednych będzie to zbieg okoliczności, dla innych niezwykły sen. Dla mnie było to jedno z doświadczeń, które na zawsze zmieniło moje życie.
Kilka lat wcześniej wydarzyło się jednak coś, co jeszcze mocniej zapisało się w moim sercu.
Przechodziłem wtedy przez kolejny bardzo trudny okres. Przez około tydzień praktycznie nie opuszczał mnie lęk. Byłem wyczerpany psychicznie.
Moja mama widziała, że dzieje się ze mną coś złego. Powiedziała:
– Chodź, pomodlimy się razem.
Modliła się na różańcu. Dzisiaj inaczej rozumiem modlitwę. Nie neguję żadnej formy modlitwy, ale dla mnie przede wszystkim jest ona żywą relacją z Bogiem. O tym napiszę szerzej w innym artykule.
Podczas tej modlitwy pojawiały się w mojej głowie bardzo trudne i natrętne myśli. Były całkowicie sprzeczne z tym, kim jestem i w co wierzę. Było mi z nimi bardzo ciężko.
I wtedy wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafię zapomnieć.
Usłyszałem w swoim wnętrzu niezwykle spokojny, ciepły i pełen miłości głos.
Nie było w nim potępienia.
Nie było oskarżenia.
Usłyszałem jedynie:
„Ale wiesz, że te myśli nie są twoje.”
W jednej chwili wszystko ze mnie zeszło.
Rozpłakałem się jak małe dziecko.
To nie był płacz rozpaczy. To był płacz ulgi.
Moja mama spojrzała na mnie i zapytała, co się stało.
Odpowiedziałem tylko:
– Słyszałem Jezusa.
Po modlitwie zostałem jeszcze sam w pokoju. Pragnąłem tylko jeszcze raz usłyszeć ten pełen ciepła i pokoju głos.
Kiedy miałem już wychodzić, spojrzałem na telewizor. Na ekranie pojawił się pasek z napisem:
„Zaopiekuję się tobą.”
Dla wielu osób będzie to zwykły przypadek.
Ja odebrałem to jako odpowiedź na wszystko, przez co wtedy przechodziłem.
Od tamtej chwili zacząłem dostrzegać w swoim życiu wiele podobnych sytuacji. Czasami są to słowa, zdania lub wydarzenia, które odbieram jako niezwykle osobiste i znaczące. Nie twierdzę, że każdy powinien interpretować je tak samo. Dzielę się jedynie tym, jak ja ich doświadczam.
Moje lęki zaczęły stopniowo ustępować. Nie zniknęły od razu, ale po raz pierwszy od wielu lat pojawiła się we mnie prawdziwa nadzieja.
To był dopiero początek.
Od tamtej chwili zacząłem inaczej czytać Biblię, inaczej patrzeć na ludzi i inaczej rozumieć Boga. Nie jako surowego sędziego, ale jako kochającego Ojca, którego miłość wykracza poza wszystko, co potrafimy sobie wyobrazić.
Z czasem zacząłem doświadczać również rzeczy, których do dziś nie potrafię w pełni wyjaśnić. Noszę w sobie głębokie poczucie tęsknoty za miejscem, którego nie umiem opisać. Czasami odbieram to tak, jakby moja dusza pamiętała coś więcej niż tylko obecne życie. Wiem, że dla wielu osób może to zabrzmieć niezwykle lub nawet niewiarygodnie. Rozumiem to.
Mam również głębokie przekonanie, że moje życie ma jakiś większy sens i cel. Nie wiem jeszcze, na czym dokładnie polega. Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Staram się po prostu robić kolejny krok i ufać, że z czasem wszystko stanie się jaśniejsze.
Właśnie dlatego powstał Malachim.
Nie po to, aby kogokolwiek przekonywać do moich przekonań.
Nie po to, aby mówić, że tylko ja mam rację.
Powstał po to, aby podzielić się drogą, którą sam przeszedłem.
Jeżeli choć jedna myśl zamieszczona na tej stronie sprawi, że zatrzymasz się na chwilę, spojrzysz na swoje życie z większym spokojem albo zadasz sobie pytanie, którego wcześniej nie odważyłeś się zadać, będę wiedział, że warto było stworzyć to miejsce.
Na koniec mam do Ciebie jedną prośbę.
Zanim mnie ocenisz, spróbuj na chwilę odłożyć na bok swoje przekonania i schematy, których wszyscy uczymy się przez całe życie. Nie proszę Cię, żebyś zgadzał się ze wszystkim, co przeczytasz. Proszę jedynie o otwartość. Być może część moich doświadczeń przemówi także do Ciebie, a być może skłoni Cię do własnych poszukiwań.
Witaj w Malachim.
Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj coś, czego być może szukałeś od bardzo dawna.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit. Aenean commodo ligula eget dolor. Lorem ipsum dolor sit amet.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit. Aenean commodo ligula eget dolor. Lorem ipsum dolor sit amet.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit. Aenean commodo ligula eget dolor. Lorem ipsum dolor sit amet.