Wracając do słów Piotra Łuszczaka, myślę i jestem pewien, że nie są one odosobnione. Są osoby, które również wnoszą coś nowego do sposobu, w jaki postrzegamy naszą planetę i rzeczywistość. Muszę zacytować słowa Morgana Freemana: „Jestem Bogiem, bo Bóg i ja to ta sama osoba”. Są to słowa skłaniające do głębokich przemyśleń. Czy Jezus w swoim nauczaniu nie próbował przekazać nam właśnie tego? Dla jednych będą to słowa pełne herezji, dla innych niezwykle głębokie, a przede wszystkim bardzo twórcze.
Może najpierw opowiem Wam, co mi się przydarzyło, abyście mieli pełny obraz tego, o czym będę pisał dalej. Na początek – choć pisałem to już na stronie About Us – powtórzę się. Wychowałem się w świadomości doktryn religijnych Kościoła rzymskokatolickiego, lecz od małego coś mi tam nie pasowało. Nie muszę się szeroko wypowiadać na temat tej instytucji, ale uważam, że tam Boga nie ma. Są tam co prawda wskazówki, lecz – jak zostało zaznaczone w Biblii – „mają uszy, ale nie potrafią słuchać; mają oczy, ale nie potrafią patrzeć”. Ja też tak kiedyś miałem.
Powiem wprost: gdyby religie pokazywały takiego Boga, jakiego ja znam, świat wyglądałby zupełnie inaczej. Przekaz Jezusa okazuje się jednak tak samo niezrozumiały za naszych czasów, jak był za życia Jego współczesnych.
Wracając do mojej historii – była kiedyś taka sytuacja. Codziennie jeździłem do pracy, a ze względu na lokalizację i problemy z parkowaniem często krążyłem w kółko, zanim znalazłem wolne miejsce. Nie był to może jakiś wielki dramat, ale potrafiło to zirytować. Pewnego dnia, dojeżdżając do pracy, dostałem w głowie taki impuls: „pomódl się o wolne miejsce parkingowe”. I owszem, zrobiłem to, ale nie słowami. Zamknąłem na ułamek sekundy oczy i wyobraziłem sobie wolne miejsce parkingowe. Ku mojemu zdziwieniu miejsce znalazło się zaraz przy wejściu do pracy. Lepiej być nie mogło.
Dało mi to do myślenia. Pomyślałem: „hmm, dziwne”. Tego samego dnia postanowiłem to powtórzyć. Mieliśmy w pracy automat do kawy, który był zepsuty. Każdy, kto do niego podchodził, odchodził z niczym. Zaraz jednak przypomniałem sobie sytuację z parkingiem. Wyobraziłem sobie, że maszyna normalnie wydaje mi kawę. I ku mojemu zdziwieniu – ja tę kawę dostałem. Słyszałem potem relacje ludzi siedzących w jadalni, którzy dziwili się, jak to zrobiłem. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałem. Wiem, pesymiści powiedzą: „na pewno ściema albo zwykły zbieg okoliczności”. Nie musicie mi wierzyć na słowo – Jezusowi też nie wierzono.
Ale idźmy dalej. Kilka dni przed Wigilią robiliśmy zakupy na prezenty. Kupowałem dla syna perfumy, a że kiedyś miałem prawie takie same, wiedziałem, że mu się spodobają. Pomyślałem wtedy: „w sumie też bym takie chciał”, ale po pierwsze miałem już sporo innych, a po drugie nasze finanse nie pozwalały na dodatkowe wydatki. Ku mojemu zdziwieniu brat na Wigilię daje mi dokładnie te same perfumy.
Żeby jednak było już naprawdę „na grubo” – w samą Wigilię musiałem coś wydrukować i pomyślałem, że bardzo przydałaby mi się laminarka. Niedługo potem mój znajomy przynosi mi na prezent... zgadnijcie co? LAMINARKĘ! I co na to powiecie, niedowiarkowie? Czy w tym naprawdę nic nie ma?
Dopiero po czasie uświadomiłem sobie – a może bardziej przypomniałem sobie – że to po prostu tak działa. Dlatego od dzieciństwa miałem wrażenie, że z tym światem jest coś nie tak. Bóg działa na różnych płaszczyznach, z czego często nie zdajemy sobie sprawy. To właśnie nawiązuje do słów Morgana Freemana: „Ja i Bóg to ta sama osoba”, co zresztą koresponduje ze słowami Jezusa: „Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” oraz „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.